• Wpisów:3
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 16:17
  • Licznik odwiedzin:19 680 / 2742 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Słońce świeciło wysoko nad głowami przechodniów. Można by rzec, że wręcz żar lał się z nieba tego czerwcowego południa roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego pierwszego. Każdy marzył tylko o tym, by spadł deszcz lub by móc schronić się w cieniu. Tłum ludzi przebywających w Regent’s Park rozkładał swoje kosze piknikowe pod drzewami i tylko przeklinał w duchu tę koszmarną pogodę, która odwiedziła Londyn już jakiś czas temu.
Również Albert Smithson poszukiwał wolnego miejsca w parku, by choć na chwilę poddać się relaksującemu odpoczynkowi. Wyjął z kieszeni małą chusteczkę, którą otarł czoło z potu, po czym rozejrzał się dookoła. Niesamowite jak szybko ludzie potrafią opanować cały plac! Al widząc wcześniej pustą ławkę stojącą pod rozłożystym jesionem, już kierował się w tamtą stronę, gdy w mgnieniu oka zajęła ją grupka nastolatków, najwyraźniej wcale nie przejętych tak nieznośnymi promieniami słonecznymi.
Mogliby ustąpić miejsca starszej osobie – pomyślał Albert. Mimo swoich dwudziestu sześciu lat, uważał się za o wiele bardziej dojrzałego człowieka. Wynikało to prawdopodobnie z natury młodzieńca – był on niezwykle zrzędliwy i do życia podchodził raczej pesymistycznie – choć uporczywie twierdził, że jest po prostu realistą.
Al westchnął i skierował się w stronę Baker Street. Lubił tamtędy przechodzić i zerkać na osławione drzwi mieszkania pod numerem 221b. Uśmiechnął się w duchu na myśl o tym, jak wspaniałym dniem był ten, w którym dowiedział się, że istnieje możliwość wynajęcia lokalu na Wigmore Street. Ulica ta leżała w pobliżu zamieszkania Sherlocka Holmesa, którego Albert darzył niezwykłym szacunkiem – nawet pomimo faktu, że była to postać fantastyczna. W chwili zakupienia gabinetu na Wigmore Street 8, mężczyzna wiedział, że jego kariera detektywa się rozwinie.
Tak, Smithson uprawiał taką samą profesję jak jego niedościgniony wzór, Holmes. Niestety, nie udało mu się dostać do Scotland Yardu, który przez długi czas był jego celem. Musiał więc znaleźć inne zajęcie. Ponieważ ubiegał się o pracę jedynie w tej komendzie, to niewiele mu pozostało. Postanowił działać na własną rękę. Jednak to również do końca mu się nie udało.
Nie obejrzał się, a już stał przed drzwiami o numerze 2a. Szybko otworzył je kluczami znalezionymi w swojej przepastnej aktówce i wszedł do środka. Na reszcie u siebie – pomyślał i usadowił się wygodnie na fotelu, poprzedzając tę czynność otwarciem wszystkich okien. Nie mógł jednak rozkoszować się długo wypoczynkiem, gdyż do jego uszu doszedł dźwięk telefonu. Zły podniósł słuchawkę i powiedział gniewnie:
- Słucham?!
- Widzę, że nadal masz humory? – ten ton mógł należeć tylko do jednej osoby, do Barbs Nolton. – Mam dla Ciebie pewną propozycję, którą już jakiś czas temu omawialiśmy.
Albert przewrócił oczami i zaczął słuchać wywodu kobiety, który, bądź co bądź, powtarzał się ostatnio dość często.
Barbs Nolton była szefową Smithsona. Posiadała ona dobrze prosperującą agencję detektywistyczną i rok wcześniej postanowiła przyjąć do niej i Ala. Nie był on z tego powodu zbytnio zadowolony. Nie znalazł jednak innego wyjścia. Trudno było samemu dostać jakąś sprawę, a agencja miała już kilku stałych klientów. Chociaż postawił on Barbs pewne ultimatum – będzie posiadał własny gabinet z dala od budynku agencji. Jak widać, zgodziła się.
Teraz Albert wiedział już, że powinien żałować swojego posunięcia, dotyczącego zatrudnienia się u Nolton. Kobieta od miesiąca nalegała, by zgodził się on na sprowadzenie mu asystenta. Mężczyzna jednak stanowczo odmawiał, ceniąc sobie samotność. Nie lubił pracować w tłoku, sam wolał rozwiązywać sprawy. Nie wiedział, czemu Barbs aż tak go do tego przekonywała – przecież do tej pory szło mu nawet dobrze. No, w sumie spartaczył ze cztery zadania, ale co to było jeśli wziąć pod uwagę, że rozwiązał ich z… dziesięć.
- Dobra, dobra, Barbs. Słyszałem już od ciebie tę propozycję z tysiąc razy i… - zawahał się, gdyż trudno mu było wydobyć z siebie te dwa słowa.
- Ii? – przeciągnęła kobieta, doskonale wiedząc, że w końcu jej uległ.
- Zgadzam się… - Nolton już chciała mu przerwać, jednak Al był szybszy. – Ale to tylko dlatego, że ostatnio mam mały bałagan w papierach. W takiej sytuacji asystent może się przydać.
- Jasnee… - prychnęła Barbs. – Nazywa się Harry. Bądź dziś o szóstej wieczorem w kawiarni Lantana. Chyba wiesz, gdzie to jest?
Albert tylko przytaknął i odłożył słuchawkę. Asystent… Fantastycznie.


Palce stukały o blat stolika. Pół godziny spóźnienia. A jeśli nikt nie przyjdzie?
Al popijał małą czarną z niewielkiej filiżanki. Bardzo nie lubił, gdy ktoś się spóźniał. Sam chodził jak w zegarku, więc nie pojmował, dlaczego ludzie nie zawsze przychodzą na czas.
Zdenerwowany spytał kelnera, czy jest tu miejsce, z którego mógłby zadzwonić. Ten wskazał mu kontuar, na którym spoczywał czerwony telefon. Albert szybko podbiegł do niego i wykręcił numer.
- Barbs? Słuchaj, czekam i czekam, na tego twojego Harry’ego, a go wciąż nie ma. Wiesz, że nie toleruję takiego zachowania. A jeśli nikt nie przyjdzie? – zaakcentował ostanie zdanie.
- Al, ale…
Nie zdążył jednak usłyszeć, co miała do powiedzenia jego przełożona, bo ktoś wyjął mu słuchawkę z ręki i odłożył na widełki. Albert z szeroko otworzonymi oczami odwrócił się w stronę tego niespodziewanego gościa.
Przed nim stała uśmiechnięta szatynka, mniej więcej w jego wieku i uważnie mu się przyglądała. Gdy już miał się odezwać, ona zrobiła to pierwsza:
- Zapewne mam przyjemność z Albertem Smithsonem? Niech się pan nie martwi. To, co chciała przekazać panu szefowa, mogę zrobić i ja. Jestem Harry. A właściwie Harriet White i będę pana asystentką.

_____________________________________
Jeśli spodobała Ci się ta historia, możesz ją kontynuować. Zostaw komentarz wyrażający dalszą chęć pisania, a ja wkrótce napiszę Ci prywatną wiadomość ze wskazówkami.
 

 
Chciałabym przedstawić nasze pierwsze opowiadanie. Nosi ono tytuł "A jeśli nikt nie przyjdzie?". Jest to historia o młodym detektywie i jego asystentce. Rozwiązywać oni będą przeróżne sprawy.

Teraz pokrótce o samych bohaterach, byście wiedzieli w jaki sposób macie ich kreować.

Albert Smithson - młody, początkujący detektyw. Ma gabinet na Wigmore Street 8 w lokal nr 2a. Jest trochę niepewny siebie, a ponadto zrzędliwy i niecierpliwy. Często, gdy nie przez dłuższy czas nie zgłasza się żaden klient, bądź kiedy Al na kogoś czeka, zadaje pytanie „A jeśli nikt nie przyjdzie?”. Stało się ono także jego pseudonimem (Albert-a-jeśli-nikt-nie-przyjdzie). Ma jednak smykałkę detektywistyczną i mimo swoich wad i wstydliwości, potrafi świetnie poradzić sobie z wieloma sprawami.
Harriet ‘Harry’ White – asystentka Alberta. Jest ona wścibską osóbką, nieco dokuczliwą, jednak niezwykle bystrą.
Barbs Nolton – kobieta na pierwszy rzut oka wywołująca przerażenie – mierzy ok. 70 cali, jest dobrze zbudowana i ma przeszywający wzrok. Jednak dba o swoich pracowników. Dawna policjantka (nie wiadomo, czemu nie pracuje już w tym zawodzie). Pomaga Alowi w sytuacjach, gdy trzeba zgłosić się po pomoc do policji.
 

 
Witam serdecznie i zapraszam Was do wspólnego zagłębiania się w świat opowiadań.

Projekt ten polega na tworzeniu nowych historii, wspólnych historii. Będziecie mogli wykazać się umiejętnością pisania i swoją kreatywnością. Przeglądajcie dalsze wpisy, a może spodoba Wam się ten pomysł i sami zechcecie w nim uczestniczyć?